wideo przygotowane na bazie animacji komputerowych publikowanych pierwotnie na instagramie,
format 16:9, czas trwania zmienny, loop, 2017-2018
Gdy w 2015 roku założyłam profil na Instagramie, doceniłam jego bardziej konfesyjny charakter i większą swobodę w kreowaniu siebie. Wykorzystywałam te cechy już w swoich wcześniejszych pracach, zwłaszcza w dwóch cyklach fotograficznych, na których sfotografowałam siebie płaczącą, wyprzedzając o kilkanaście lat „smutne dziewczyny” z Instagrama. Nawet format fotografii, które wówczas przygotowałam w formie kwadratu nawiązywał do formatu, który początkowo był na Instagramie obligatoryjny. Ta nieoficjalność, czasem wręcz intymność Instagrama powodowała, że wszelkie pojawiające się na nim reklamy były dla mnie zaskakujące i tym bardziej nie na miejscu. Nie myślę tu o reklamach koncernów, ale przede wszystkim o kontach dziewczyn, które uwierzyły w branie swojego losu we własne ręce i postanowiły zostać sławne dzięki zdjęciom umieszczanym na Instagramie. Najpierw zwróciłam uwagę na joginki. Były młode, szczupłe, piękne i przekonywały mnie, że właściwie nie potrzebuję niczego, by być taką jak one. Wystarczy ta kanapa albo fotel, na którym siedzę lub kawałek podłogi do rozłożenia maty. Nie muszę nawet niczego kupować. Wystarczy je „follołować”, oddać im swoją uwagę.
Pozycja instagramowej influenserki z czasem stała się bardzo pożądana, zwłaszcza poza kręgami artystycznymi, dlatego też dziewczyny tak chętnie przykładały się do „tworzenia kontentu”. Przy większej ilości folołersów Instagram, Tik Tok czy Youtube może stać się sposobem na życie. To sprawia, że roi się w nim od kont, których właścicielki za wszelką cenę chcą skupić na sobie naszą uwagę. Pod pozorną chęcią pomocy i dzielenia się przydatnymi radami, kryją się strategie mające wzbudzić zainteresowanie i zawłaszczyć emocje. Tak też postępowały wkradające się za sprawą płatnych reklam na mojego instagramowego walla joginki. Swoje zdjęcia i filmy nagrywały w domowych pieleszach, co miało skrócić dystans i zacieśnić kontakt.
I to właśnie one były inspiracją dla INSTA EXERCISES. Zrobiłam szereg animacji, w których za pomocą Photoshopa wyginam własne ciało ignorując logikę jego budowy. Do „joginek” dołączyły animacje symulujące zabiegi z zakresu medycyny estetycznej. Przyglądałam się supernowoczesnym urządzeniom służącym do laserowego ujędrniania skóry i myślałam o dziedzictwie cyberfeminizmu – dziewczyna i maszyna miały się przecież połączyć, aby zmieniać świat, a nie fałszować metrykę urodzenia. Praca była pokazywana kilkukrotnie i w różnych odsłonach. Premierowo pokazałam ją na wystawie NA POZÓR SILNA DZIEWCZYNA, A W ŚRODKU LEDWO SIĘ TRZYMA w Lokal_30 (2018), gdzie animacje były wyświetlona na telewizorze, pod którym została rozłożona mata do jogi. Podczas wystawy PAŃCIA w Galerii Biała w Lublinie (2018), praca przyjęła postać trójkanałowej wideoinstalacji z sześcioma matami. Mniejszą, dwukanałową instalację z pięcioma matami pokazałam na PANIČKA w czeskim Třince (2019) i na wystawie SPORT GAMES w radomskiej Elektrowni (2023).
Gdy w 2015 roku założyłam profil na Instagramie, doceniłam jego bardziej konfesyjny charakter i większą swobodę w kreowaniu siebie. Wykorzystywałam te cechy już w swoich wcześniejszych pracach, zwłaszcza w dwóch cyklach fotograficznych, na których sfotografowałam siebie płaczącą, wyprzedzając o kilkanaście lat „smutne dziewczyny” z Instagrama. Nawet format fotografii, które wówczas przygotowałam w formie kwadratu nawiązywał do formatu, który początkowo był na Instagramie obligatoryjny. Ta nieoficjalność, czasem wręcz intymność Instagrama powodowała, że wszelkie pojawiające się na nim reklamy były dla mnie zaskakujące i tym bardziej nie na miejscu. Nie myślę tu o reklamach koncernów, ale przede wszystkim o kontach dziewczyn, które uwierzyły w branie swojego losu we własne ręce i postanowiły zostać sławne dzięki zdjęciom umieszczanym na Instagramie. Najpierw zwróciłam uwagę na joginki. Były młode, szczupłe, piękne i przekonywały mnie, że właściwie nie potrzebuję niczego, by być taką jak one. Wystarczy ta kanapa albo fotel, na którym siedzę lub kawałek podłogi do rozłożenia maty. Nie muszę nawet niczego kupować. Wystarczy je „follołować”, oddać im swoją uwagę.
Pozycja instagramowej influenserki z czasem stała się bardzo pożądana, zwłaszcza poza kręgami artystycznymi, dlatego też dziewczyny tak chętnie przykładały się do „tworzenia kontentu”. Przy większej ilości folołersów Instagram, Tik Tok czy Youtube może stać się sposobem na życie. To sprawia, że roi się w nim od kont, których właścicielki za wszelką cenę chcą skupić na sobie naszą uwagę. Pod pozorną chęcią pomocy i dzielenia się przydatnymi radami, kryją się strategie mające wzbudzić zainteresowanie i zawłaszczyć emocje. Tak też postępowały wkradające się za sprawą płatnych reklam na mojego instagramowego walla joginki. Swoje zdjęcia i filmy nagrywały w domowych pieleszach, co miało skrócić dystans i zacieśnić kontakt.
I to właśnie one były inspiracją dla INSTA EXERCISES. Zrobiłam szereg animacji, w których za pomocą Photoshopa wyginam własne ciało ignorując logikę jego budowy. Do „joginek” dołączyły animacje symulujące zabiegi z zakresu medycyny estetycznej. Przyglądałam się supernowoczesnym urządzeniom służącym do laserowego ujędrniania skóry i myślałam o dziedzictwie cyberfeminizmu – dziewczyna i maszyna miały się przecież połączyć, aby zmieniać świat, a nie fałszować metrykę urodzenia. Praca była pokazywana kilkukrotnie i w różnych odsłonach. Premierowo pokazałam ją na wystawie NA POZÓR SILNA DZIEWCZYNA, A W ŚRODKU LEDWO SIĘ TRZYMA w Lokal_30 (2018), gdzie animacje były wyświetlona na telewizorze, pod którym została rozłożona mata do jogi. Podczas wystawy PAŃCIA w Galerii Biała w Lublinie (2018), praca przyjęła postać trójkanałowej wideoinstalacji z sześcioma matami. Mniejszą, dwukanałową instalację z pięcioma matami pokazałam na PANIČKA w czeskim Třince (2019) i na wystawie SPORT GAMES w radomskiej Elektrowni (2023).
Gdy w 2015 roku założyłam profil na Instagramie, doceniłam jego bardziej konfesyjny charakter i większą swobodę w kreowaniu siebie. Wykorzystywałam te cechy już w swoich wcześniejszych pracach, zwłaszcza w dwóch cyklach fotograficznych, na których sfotografowałam siebie płaczącą, wyprzedzając o kilkanaście lat „smutne dziewczyny” z Instagrama. Nawet format fotografii, które wówczas przygotowałam w formie kwadratu nawiązywał do formatu, który początkowo był na Instagramie obligatoryjny. Ta nieoficjalność, czasem wręcz intymność Instagrama powodowała, że wszelkie pojawiające się na nim reklamy były dla mnie zaskakujące i tym bardziej nie na miejscu. Nie myślę tu o reklamach koncernów, ale przede wszystkim o kontach dziewczyn, które uwierzyły w branie swojego losu we własne ręce i postanowiły zostać sławne dzięki zdjęciom umieszczanym na Instagramie. Najpierw zwróciłam uwagę na joginki. Były młode, szczupłe, piękne i przekonywały mnie, że właściwie nie potrzebuję niczego, by być taką jak one. Wystarczy ta kanapa albo fotel, na którym siedzę lub kawałek podłogi do rozłożenia maty. Nie muszę nawet niczego kupować. Wystarczy je „follołować”, oddać im swoją uwagę.
Pozycja instagramowej influenserki z czasem stała się bardzo pożądana, zwłaszcza poza kręgami artystycznymi, dlatego też dziewczyny tak chętnie przykładały się do „tworzenia kontentu”. Przy większej ilości folołersów Instagram, Tik Tok czy Youtube może stać się sposobem na życie. To sprawia, że roi się w nim od kont, których właścicielki za wszelką cenę chcą skupić na sobie naszą uwagę. Pod pozorną chęcią pomocy i dzielenia się przydatnymi radami, kryją się strategie mające wzbudzić zainteresowanie i zawłaszczyć emocje. Tak też postępowały wkradające się za sprawą płatnych reklam na mojego instagramowego walla joginki. Swoje zdjęcia i filmy nagrywały w domowych pieleszach, co miało skrócić dystans i zacieśnić kontakt.
I to właśnie one były inspiracją dla INSTA EXERCISES. Zrobiłam szereg animacji, w których za pomocą Photoshopa wyginam własne ciało ignorując logikę jego budowy. Do „joginek” dołączyły animacje symulujące zabiegi z zakresu medycyny estetycznej. Przyglądałam się supernowoczesnym urządzeniom służącym do laserowego ujędrniania skóry i myślałam o dziedzictwie cyberfeminizmu – dziewczyna i maszyna miały się przecież połączyć, aby zmieniać świat, a nie fałszować metrykę urodzenia. Praca była pokazywana kilkukrotnie i w różnych odsłonach. Premierowo pokazałam ją na wystawie NA POZÓR SILNA DZIEWCZYNA, A W ŚRODKU LEDWO SIĘ TRZYMA w Lokal_30 (2018), gdzie animacje były wyświetlona na telewizorze, pod którym została rozłożona mata do jogi. Podczas wystawy PAŃCIA w Galerii Biała w Lublinie (2018), praca przyjęła postać trójkanałowej wideoinstalacji z sześcioma matami. Mniejszą, dwukanałową instalację z pięcioma matami pokazałam na PANIČKA w czeskim Třince (2019) i na wystawie SPORT GAMES w radomskiej Elektrowni (2023).
Gdy w 2015 roku założyłam profil na Instagramie, doceniłam jego bardziej konfesyjny charakter i większą swobodę w kreowaniu siebie. Wykorzystywałam te cechy już w swoich wcześniejszych pracach, zwłaszcza w dwóch cyklach fotograficznych, na których sfotografowałam siebie płaczącą, wyprzedzając o kilkanaście lat „smutne dziewczyny” z Instagrama. Nawet format fotografii, które wówczas przygotowałam w formie kwadratu nawiązywał do formatu, który początkowo był na Instagramie obligatoryjny. Ta nieoficjalność, czasem wręcz intymność Instagrama powodowała, że wszelkie pojawiające się na nim reklamy były dla mnie zaskakujące i tym bardziej nie na miejscu. Nie myślę tu o reklamach koncernów, ale przede wszystkim o kontach dziewczyn, które uwierzyły w branie swojego losu we własne ręce i postanowiły zostać sławne dzięki zdjęciom umieszczanym na Instagramie. Najpierw zwróciłam uwagę na joginki. Były młode, szczupłe, piękne i przekonywały mnie, że właściwie nie potrzebuję niczego, by być taką jak one. Wystarczy ta kanapa albo fotel, na którym siedzę lub kawałek podłogi do rozłożenia maty. Nie muszę nawet niczego kupować. Wystarczy je „follołować”, oddać im swoją uwagę.
Pozycja instagramowej influenserki z czasem stała się bardzo pożądana, zwłaszcza poza kręgami artystycznymi, dlatego też dziewczyny tak chętnie przykładały się do „tworzenia kontentu”. Przy większej ilości folołersów Instagram, Tik Tok czy Youtube może stać się sposobem na życie. To sprawia, że roi się w nim od kont, których właścicielki za wszelką cenę chcą skupić na sobie naszą uwagę. Pod pozorną chęcią pomocy i dzielenia się przydatnymi radami, kryją się strategie mające wzbudzić zainteresowanie i zawłaszczyć emocje. Tak też postępowały wkradające się za sprawą płatnych reklam na mojego instagramowego walla joginki. Swoje zdjęcia i filmy nagrywały w domowych pieleszach, co miało skrócić dystans i zacieśnić kontakt.